poniedziałek, 9 września 2024

Relacja z EUFRA 2024 - Europejskiego spotkania Wspólnot FZŚ

 T                                                           knCh!               9.IX. 2024 r
                                                                                       w 143 urodziny bł. Anieli Salawy


EUFRA 2024




    W dniach 25 - 31 VIII 2024 r odbyło się w Gnieźnie modlitewne spotkanie wakacyjne FZŚ z krajów Europy (40 osób). Obecni byli przedstawiciele 5 państw: Holandii, Niemiec, Polski, Rumunii, Słowacji. Dzień rozpoczynaliśmy udziałem w modlitwie porannej Kościoła, i we  Mszy św. i  którą odprawiali dla nas Franciszkanie: O. Jozafat (Polak) i O. Józef (Niemiec). Homilie, słowa wyjaśnień były tłumaczone na j. niemiecki i odwrotnie. Niezmordowaną tłumaczką była S. Emilia Nogaj – Przełożona krajowa FZŚ, germanistka z wykształcenia.

     Po śniadaniu głoszone były konferencje na temat stygmatów św. O. Franciszka, przez O Józafata. To był temat przewodni EUFRA, z racji przypadającej w tym roku 800 rocznicy tego Franciszkowego wydarzenia. Po wykładach i przerwie kawowej, ku pokrzepieniu ciała, odbywało się spotkanie dyskusyjne w małych grupach, na temat konferencji. Spotkania dyskusyjne miały miejsce także wieczorem, po kolacji. Był to tzw. krąg biblijny, kiedy na temat przeczytanego wersetu Ewangelii wypowiadały się poszczególne osoby. Wieczór 26 VIII spędziliśmy z M. Bożą Częstochowską, w dniu Jej święta, uczestnicząc w Apelu jasnogórskim dzięki Telewizji TRWAM. Poprzedziła to spotkanie modlitwa wspólna na Różańcu św. przy figurze NMP w ogrodzie. Początek dnia 26 VIII spędziliśmy u OO Franciszkanów konwentualnych w Gnieźnie, na modlitwie i zwiedzaniu kościoła. W kościele uczciliśmy też bł. Jolantę, której relikwie znajdują się tutaj,  a też M. Bożą Pocieszenia w cudownym wizerunku w głównym ołtarzu, koronowaną przez św. JPII. Przed tym kościołem, jak i w kilku innych miejscach Gniezna, znaleźliśmy figurkę królika, jedną z 15 w Gnieźnie, na pamiątkę ważnych wydarzeń w historii Gniezna m.in. koronacji tu w Gnieźnie-pierwszej stolicy Polski jej królów polski: B. Chrobrego, Mieszka II, B.Śmiałego, Przemysława II i Wacława II. Niezależnie od tego, figury tych władców znajdują się w różnych miejscach Gniezna.

 Figury królików nawiązujących do historii Gniezna:

  • królik-Woj piastowski (nawiązujący do armii Mieszka I i Bolesława Chrobrego)
  • królik-Skryba (nawiązujący do gnieźnieńskiego klasztoru oo. Franciszkanów)
  • królik-Rajca miejski (nawiązujący do czasów lokacji Gniezna na prawie niemieckim)
  • królik-Bogaty kupiec (nawiązujący do gnieźnieńskich jarmarków i Targów z czasu średniowiecza[8])
  • królik-Medyk (nawiązujący do czasów epidemii dżumy w mieście)
  • królik-Napoleon (nawiązujący do przemarszu przez Gniezno wojsk napoleońskich)
  • królik-Strażak (nawiązujący do wielkich pożarów miasta)
  • królik-Murarz (nawiązujący do XIX-wiecznej odbudowy miasta, oraz miejscowych Lóż Masońskich)
  • królik-Żołnierz pruski (nawiązujący do czasów zaboru pruskiego, i wojsk pruskich stacjonujących w miejscowych koszarach)
  • królik-Degustator (nawiązujący do postaci Bolesława M. Kasprowicza, i jego Fabryki Wódek i Likierów)
  • królik-Szofer (nawiązujący do pierwszego gnieźnieńskiego salonu samochodowego i Fabryki Powozów i Karoseryj braci Waberskich)
  • królik-Powstaniec wielkopolski (nawiązujący do wyzwolenia Gniezna spod zaboru pruskiego 28 i 29 grudnia 1918 roku)
  • królik-Hokeista (nawiązujący do hokejowych tradycji i klubów Stella Gniezno i SKS Start Gniezno)
  • królik-Żużlowiec (nawiązujący do tradycji żużlowych i klubu Start Gniezno)

królik - Napoleon

królik - Woj piastowski

królik - Medyk

poniżej przykłady innych królików





    W porze obiadowej cieszyliśmy się tym posiłkiem, przy jednym długim stole, przy którym spotykaliśmy się też przy śniadaniu i kolacji. Przy tej okazji mogliśmy porozmawiać z sąsiadami, co było ważne, jak podkreślali przy pożegnaniu nasi goście.
    Popołudnie było wolne, spędzane często w pięknym ogrodzie pełnym jabłoni, który otaczał Prymasowskie Wyższe Seminarium Duchowne, w którym mieszkaliśmy. Dwa takie popołudnia spędziłam z Irene z Niemiec – 85 letnią tercjarką, która przybyła na wózku inwalidzkim z O. Józefem z Niemiec. Ona i jej mąż byli stałymi uczestnikami Eufra, bardzo zaangażowanymi dla tego przedsięwzięcia. Jej mąż Wolfram (91 lat) zmarł wiosną tego roku. Irene dotąd sprawna, w tym roku pierwszy raz pojawiła się na Eufra na wózku inwalidzkim. „Zabrałam” do K-wa Irene w modlitwie, by wspierać jej niełatwą starość, którą stara się przeżywać z Bogiem. Jej też podarowałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego w j. niemieckim oraz piękną modlitwę dla osób starszych, także w tym języku. Jedno popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu katedry gnieźnieńskiej i starego miasta. Przy okazji mogliśmy się modlić przed N. Sakramentem i przed relikwiami św. Wojciecha.

                                                

                                                               relikwiarz św. Wojciecha

     Środę 28 VIII spędziliśmy w Poznaniu na zwiedzaniu Ostrowia Tumskiego (Świętej Wyspy), a także starego miasta. Tu o godz, 12 widzieliśmy koziołki poznańskie na szczycie ratusza, które się bodły 7 razy. Na ratuszu widać 2 daty 1555 i 1999. Pierwszy  to rok powstania ratusza, a drugi to rok jego renowacji. Ciekawa okazała się historia, która sprowadziła koziołki na szczyt ratusza. W roku 1555, gdy świętowano powstanie ratusza, na zewnątrz jego odbywało się  świętowanie b.huczne t
ej uroczystości.  Chłopiec, któremu zlecono pilnowanie pieczenia mięsa na to święto, pociągnięty odgłosami świętowania na zewnątrz, pozostawił pieczeń bez opieki i udał się na zewnątrz. Gdy powrócił, nic z mięsa nie nadawało się do spożycia, z powodu spalenia. Przerażony tym, wybiegł z ratusza i dalej na obrzeżach miasta znalazł 2 koziołki, które się pasły. Pochwycił je i przyprowadził do ratusza w nadziei, że teraz one mogą zostać upieczone. One jednak szybko uciekły na szczyt ratusza. Tymczasem pod ratuszem znalazła się zrozpaczona wdowa, która ubolewała nad swą stratą dwóch koziołków. Nie zdążyły być upieczone, mogły do niej powrócić. 
    Zwiedzaniu katedry poznańskiej kryjącej groby pierwszych władców Polski poświęciliśmy  sporo czasu. Nie obeszło się bez modlitwy przed  N. Sakramentem, grobami władców a też przed grobem arc. Antoniego Baraniaka, którego grób wyróżniał się zniczami i biało - czerwoną wiązanką kwiatów.
Potem z naszymi duszpasterzami udaliśmy się do fary poznańskiej i do bazyliki OO. Franciszkanów. W tej ostatniej nasi duszpasterze odprawili dla nas Mszę św. wspólnie z jednym z tamtejszych ojców. Ten ostatni zwrócił m.in. uwagę na rzeźby smoków, które znajdują się przy wejściu na modlitwę do stalli. Sama intencja – modlitwy – zabija je, leżą jak martwe przy wejściu do stalli. Taka jest MOC MODLITWY - niszczenie zła !W tej pięknej bazylice pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego, modliliśmy się też przed cudownym obrazem M. Bożej Wszechmożnej – Pani Poznania, koronowanej przed laty przez kard.  S.Wyszyńskiego, K.Wojtyłę. Następnie odbyło się spotkanie braterskie z tamtejszą wspólnotą FZŚ. Wspólnota ta przygotowała dla nas pyszny obiad. Pełni wdzięczności obdarowaliśmy naszych gospodarzy darami tu m.in. wizerunkiem św. królowej Jadwigi - Patronki regionu małopolskiego FZŚ.
     Kolejne popołudnia były poświęcone tzw. workshopom - warsztatom. Jednym z nich było zdobienie świec (reprezentanci każdego kraju przygotowali świecę z elementami charakterystycznymi dla swej ojczyzny), taniec medytacyjny prowadzony przez  S. Urszulę,  Przełożoną narodową FZŚ w Niemczech, malowanie na szkle obrazów religijnych (uczyły nas tego S. Rumunki ), malowanie na papierze tego, co serce dyktuje – z czego można dużo powiedzieć w jakim nastroju jest dana osoba - prowadziła te ostatnie zajęcia S.Agnieszka z FZŚ, z Wieliczki.

    Wszystkie te grupy reprezentowały swój program na wieczorze pożegnalnym 30 VIII 24. Niezwykle barwnie reprezentowały się nasze siostry z Rumunii w pięknych strojach ludowych, wykonując śpiewy ludowe i tańcząc. Jedna z tych sióstr zadziwiła nas swoją miłością do M. Bożej. Śpiewała po rumuńsku „ po górach, dolinach „(wszyscy śpiewali Ave..), też „czarną Madonnę” na polską melodię, z wieloma zwrotkami.  Taniec sióstr Rumunek był tak piękny, że porwał wielu z nas. Jeden z braci – mąż S Urszuli, Przełożonej narodowej FZŚ z Niemiec ubogacił wieczór pożegnalny pięknym występem cyrkowego clowna. W dowód wdzięczności za niezwykłe zaangażowanie dla EUFRA podarowaliśmy S. Emilii Nogaj Mszę św. w intencji Jej i  Jej męża - Marka (też b.pomocnego w różnych punktach organizacyjnych EUFRA), która ma być odprawiona 8 XII 24  u OO. Franciszkanów w Gnieźnie.

    31 VIII po Mszy św. i śniadaniu rozpoczęły się pożegnania osób, które wcześniej odjeżdżały. Reszta cieszyła się jeszcze wspólnym obiadem po którym odbyły się ostatnie pożegnania przed odjazdem do domów. Odjeżdżaliśmy, naładowani wieloma przemyśleniami, inspirowanymi modlitwą, a też przemyśleniami w związku z treściami homilii. Trzeba mieć marzenia, mówił O. Józef, trzeba modlić się za swoje dzieci i być dla nich dobrym przykładem – to tylko niektóre z myśli przedstawionych nam w czasie homilii przez duszpasterzy EUFRA. Jeden z wieczorów poświęcony był  refleksji nad wydarzeniem na Alwernii 17 IX 1224 r ,w formie występu teatralnego, przygotowany przez jedną ze wspólnot FZŚ, obecnych na EUFRA, zakończony rozdawaniem wizerunków św. Franciszka, przygotowanych własnoręcznie przez brata z Osiecznej - Mateusza Nowackiego (który ubogacił nas też pięknym wspomnieniem o krewnej jego rodziny - bł. S.Sancji). Występ ten pozostawił w każdym swój jedyny niepowtarzalny ślad - nowych może myśli, postanowień... Nasi zagraniczni Siostry i Bracia przeżywali no nowo życie bł A.Salawy, na kanwie filmu o Jej życiu, wyświetlanego w jedno przedpołudnie z tłumaczeniem na j. niemiecki, a znanego w większości FZŚ w Polsce. 
    Rozmowy braterskie też pozostawiły ślad w naszej pamięci. Inspirowane były one wzajemnym przedstawieniem się w dużym kręgu, co miało miejsce na początku spotkania EUFRA. Niektóre, np. poniższe „zahaczały „ o ‘Pieśń słoneczną ‘św. Franciszka:


Pochwalony bądź Panie,

w “Pieśni Słonecznej” -

św. Franciszek śpiewa.
Chwali Boga za wszystko,
co świat sobą opiewa.

Piękno stworzenia – oczyma podziwiane,
dech człowieka zapiera,
serce ku Stwórcy wznosi,
każdym uderzeniem
chwałę Boga głosi.

To świat, który widzimy,
na ziemi, czy niebie, a

i ten niewidoczny,

który nauka ukazuje,

gdy cząstkami materii -
się pilnie zajmuje.


Widzi, jak atomy żyją,

stale w ruchu pozostają,
uczą ludzi być w relacjach,

jak one, między sobą trwają.



W ten sposób,
to co ważne dla życia -
sobą przekazują,
harmonię świata mikro,
jasno ukazują.

Dobrymi emocjami
człowiek – harmonii tej sprzyja,
złymi przeszkadza,
czar życia zabija.

Lekarstwem – życie w łasce
Boga samego -
życie w miłości,
jak P. Jezus uczył tego.


Wtedy atomy – cząstki materii w nas,
życiu samemu sprzyjają,
tak zdrowie nam krzepiąc -
do nieba - my,
a one w nas z każdym dniem zdążają.


Niech atomy

maleńkie składniki materii

chwalą Ciebie Panie,

sterowane wolną wolą człowieka,
zanurzoną w miłości -

Boga oceanie.

                                                                                      

Modlitwa podarowana S. Irene w tłumaczeniu na j.polski

Pozwól mojej duszy Panie
być światłem,
a moje ręce Panie cichym błogosławieństwem
dla wszystkich zmęczonych,
którzy w oczekiwaniu stoją
na moich drogach życia.

Pozwól mojej duszy Panie być pełną dobroci,
która oferuje cudownie pociechę i pokój
nawet jeśli sama  kroczy
przez burze życia w nocy i ciemności,
samotności.

Było to moje 9 spotkanie EUFRA ( w Polsce i w Niemczech) wśród 39 dotychczasowych - całym sercem śpiewam Bogu
                                                                               DEO GRATIAS!!!
S. Małgorzata R.

SYTGMATYZACJA,
JAKO DOPEŁNIENIE MIŁOŚCI FRANCISZKA DO KRZYŻA 
Jozafat R. Gohly OFM

Z racji jubileuszu 800-lecia stygmatów św. Franciszka również podczas tego spotkania poświęcimy czas na analizę tego wydarzenia. Zatrzymamy się na miłości św. Franciszka do krzyża oraz na stygmatyzacji, którą odczytujemy jako dopełnienie miłości św. Franciszka do Chrystusa ukrzyżowanego. Spojrzymy na to w kontekście dzieł sztuki, które te zagadnienia przedstawiają.

FRANCISZKOWA MIŁOŚĆ DO KRZYŻA
Krzyż miał niewątpliwie wielkie znaczenie dla św. Franciszka i wpłynął mocno na jego duchowość. Pierwsze spotkanie Franciszka z krzyżem miało miejsce jeszcze przed jego nawróceniem, kiedy wstępuje do kościółka San Damiano i tam z ikony krzyża słyszy słowa: „Franciszku idź i odbuduj mój kościół. Począwszy od owej godziny, jego serce zostało tak zranione i uwrażliwione na wspomnienie męki Pańskiej, że przez całe dalsze życie nosił w swoim sercu stygmaty Pana Jezusa” (Traktat o cudach 2). Już w tym pierwszym spotkaniu Franciszka z krzyżem w San Damiano jest mowa o stygmatach. To pierwsze spotkanie z ukrzyżowanym wycisnęło je w sposób niewidzialny w sercu i we wnętrzu Franciszka.
„Nowy człowiek, Franciszek, zajaśniał nowym i zdumiewającym cudem, kiedy za szczególnym przywilejem, nie udzielanym w ubiegłych stuleciach, został odznaczony czyli ozdobiony świętymi stygmatami i w swym śmiertelnym ciele upodobniony do ciała Ukrzyżowanego. Cokolwiek by o tym powiedział język ludzki, będzie mniejsze od chwały, jaka mu należy. […] Wszystkie dążenia męża Bożego, tak publiczne, jak prywatne, obracały się wokół krzyża Pańskiego; i od samego początku jego rycerskiej służby Ukrzyżowanemu rozbłyskały wokół niego różne tajemnice krzyża.” (Traktat o cudach 2).
Sam strój, który przyjął dla swojego zakonu to znak krzyża. Jak pisze Celano: „A czyż kryjąc się w krzyżu, nie przyjął habitu pokuty, przedstawiającego obraz krzyża? Taki habit bardzo dobrze odpowiadał jego zamiarowi, gdyż pobudzał go do gorliwości w ubóstwie, wszakże jeszcze bardziej święty potwierdzał w nim tajemnicę krzyża. Albowiem jak jego duch odział się w Chrystusa ukrzyżowanego na wewnątrz, tak całe jego ciało ubrało się w krzyż Chrystusowy na zewnątrz.” (Tamże).
Jego dusza czuła wielkie współczucie dla boskiego cierpienia, które często czuł. Nie mógł powstrzymać westchnień i lamentów. Uciekał od towarzystwa ludzi, szukał samotności i rozmawiał ze Zbawicielem, jakby widział Go przed sobą fizycznymi oczami. W krzyżu Franciszek znajduje nie tylko największe cierpienie, ale również wyraz Miłości Boga do człowieka. Prawdziwa i doskonała radość wypływa tylko z prawdziwej i doskonałej Miłości. W dialogu z br. Leonem, którego nazywa „owieczką Bożą”, mówi o zniesieniu wszystkich cierpień i doświadczeń myśląc o mękach Chrystusa: „[...] jeśli to wszystko zniesiemy pogodnie, myśląc o mękach Chrystusa błogosławionego, które winniśmy ścierpieć dla miłości Jego, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała. Przeto słuchaj końca, bracie Leonie. Ponad wszystkimi łaski i dary Ducha Świętego, których Chrystus udziela przyjaciołom swoim, jest pokonanie samego siebie i chętne dla miłości Chrystusa znoszenie mąk, krzywd, obelg i udręczeń. Z żadnych bowiem innych darów Bożych nie możemy się chlubić, gdyż nie są nasze, jeno Boże.” (Kwiatki św. Franciszka, 8). 
To przede wszystkim głębokie współczucie dla cierpienia Chrystusa zainspirowało sztukę do przedstawienia św. Franciszka z krzyżem.  Do dziś w sztuce oprócz stygmatów, które wyróżniają tylko Franciszka, używa się krzyża jako znaku odróżniającego Franciszka od innych świętych. Dlatego też od początku sztuka skojarzyła Biedaczynę z ukrzyżowaniem Chrystusa i wyznaczyła mu miejsce pod krzyżem, które często zajmowała Maria Magdalena.
Jedno z takich przedstawień św. Franciszka z Ukrzyżowanym znajdziemy w dominikańskim klasztorze św. Marka we Florencji. Zawdzięczamy ten obraz florenckiemu malarzowi Fra Angelico z Fiesole (1387-1455). Franciszek nie jest jedyną postacią pod krzyżem, ale jest jednym z wielu, choć wyróżniających się postaci. Fra Angelico - pobożny dominikanin, który według starej relacji potrafił malować obrazy ukrzyżowania jedynie przez łzy, miał usposobienie bliskie św. Franciszkowi, stworzył jeden z najpiękniejszych obrazów naszego świętego w kapitularzu klasztoru św. Marka we Florencji, gdzie ozdabiał cele zakonne malowidłami przez 12 lata. W scenie ukrzyżowania zgromadził pod krzyżem około dwudziestu bohaterów duchowych, głównie założycieli zakonów, a także postacie biblijne, m.in.: Benedykta, Bernarda, Dominika, Franciszka. Każdy z nich przyjmuje inną postawę. Święci są zajęci różnymi sprawami, nie koniecznie zwróceni są w stronę Ukrzyżowanego. Pobożny artysta prawdopodobnie najlepiej spisał się w przypadku serafickiego świętego. Św. Franciszek ukazany jest w postawie klęczącej jako piąta postać z lewej strony krzyża. Klęczy tak zwyczajnie, tak naturalnie, tak całkowicie przepełniony widokiem ukrzyżowanego Chrystusa! Patrzy na Niego nieruchomym wzrokiem, jakby chciał oczami zobaczyć i równocześnie odczuć w sobie cierpienie Pana. Zanurzony w kontemplacji ukrzyżowanej miłości, zapomina o całym otaczającym go świecie, a jego wzrok jest jakby utkwiony w Zbawicielu. 
Inna jest wizja nordyckiego mistrza sztuki renesansu, Anthony'ego van Dycka (1599-1641), który wielokrotnie portretował m.in. św. Franciszka. Szkic tego obrazu znajduje się w galerii Lichtensteinów w Wiedniu. Jak w przypadku obrazu Fra Angelico, wydaje się, że święty Franciszek właśnie oddał się cichej kontemplacji. Serce jego napełniło się taką miłością i nie mógł już trzymać się z daleka od krzyża. Zrywa się, pędzi do krzyża, prawą ręką chwyta przebite stopy Zbawiciela, lewą zaś kładzie z wielkim uczuciem na sercu i spogląda na Ukrzyżowanego z wyrazem niewysłowionego współczucia. Na obrazie wyraźnie podkreślona jest postać świętego serafickiego. Podkreśla to jego postawa, jasne światło opadające na jego habit, jego oblicze. Można odnieść wrażenie, że Franciszek - poza Chrystusem, jest główną postacią obrazu. Uwagę zwraca na niego także kapitan na koniu z prawej strony w tle, który odwraca się by zobaczyć Biedaczynę pod krzyżem. Grupa osób po przeciwnej stronie krzyża: Matka Boża, Maria Magdalena i Jan, nie jest pozbawiona pewnej teatralnej pozy. U stóp krzyża znajduje się potężna czaszka, którą często widzimy na obrazach św. Franciszka od czasów renesansu.
Fra Angelico zgromadził pod krzyżem dwudziestu świętych mężów. Wszyscy oni mieli Chrystusa w swoich sercach i głosili Go słowami. Bardziej niż niejeden z nich, czynił to Seraficki Ojciec z Asyżu. Dlatego pozwolono mu nie tylko patrzeć na ukrzyżowanego, ale także spocząć w jego ramionach i być blisko serca Jezusowego. Chrystus odwzajemnia swoją miłość najczulej jak może. Tak przynajmniej wynika z jednego z najpiękniejszych obrazów w Hiszpanii - mamy na myśli znany obraz Bartholome Esteban Murillo (1617-1682): „Święty Franciszek w objęciach Ukrzyżowanego” (1668). 
Murillo umieszcza krzyż w skalistym krajobrazie, dzikie burzowe chmury otaczają ciemne niebo i potęgują poważny, melancholijny nastrój. Franciszek, który jedną nogą stoi na kuli ziemskiej i odpycha ją na znak pogardy, obiema rękami trzyma Zbawiciela, jakby nigdy nie chciał Go wypuścić z rąk. Pan Jezus rozluźnia prawe ramię, obejmuje nim świętego, przyciska go do zranionego boku i umierając, patrzy w jego tęskne oczy. Dwaj aniołowie trzymają księgę z napisem: „Kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie może być moim uczniem.” (Łk 14,33). Głębia wyrażonego tu uczucia wywiera niezatarte wrażenie w sercu widza. Obraz znalazł szerokie rozpowszechnienie w niezliczonych reprodukcjach i rozsławił nazwisko Murillo w najszerszych kręgach. Sztuka malarska i rzeźbiarska często powtarzała ten obraz. Mamy także we Wrocławiu-Karłowicach piękną pełnoplastyczną rzeźbę z brązu wykonaną w Berlinie w 1909 r. Figura stoi na placu przed klasztorem franciszkanów.
Jeszcze jedno przedstawienie, nad którym chcemy się zatrzymać to św. Franciszek pogrążony w modlitwie. Autorem dzieła jest Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571-1610). Obraz znajduje się w muzeum w Cremonie.
Caravaggio przedstawia na płótnie świętego Franciszka w samotnej pobożności spowitej nieprzeniknioną ciemnością. Światło i ciemność to styl Caravaggio. Franciszek pogrążony jest w myślach, ze zmarszczonymi brwiami. Święty klęczy w pozycji medytacyjnej, a jego głowa i broda spoczywają na złączonych dłoniach. Wzrok Franciszka jest stale skupiony w dół, w kierunku krucyfiksu starannie umieszczonego na księdze Ewangelii. Po lewej stronie, na tej samej gładkiej kamiennej półce, umieszczona została czaszka.
Te trzy elementy były często przedstawiane na renesansowych obrazach św. Franciszka z Asyżu: krucyfiks i księga były tradycyjnymi symbolami odpowiednio Chrystusa i Pisma Świętego, podczas gdy czaszka jest uniwersalnym symbolem śmiertelności. Czaszka mówi o kruchość życia i nieuchronność śmierci. Wydaje się, że Caravaggio celowo ułożył te trzy symbole w rodzaj „martwej natury” Męki Pańskiej z centralnym naciskiem na Krzyż Chrystusa, zgodnie z głębokim nabożeństwem Franciszka do ukrzyżowanego Chrystusa. Umieszczenie krucyfiksu z otwartą Biblią i okładką spoczywającą na czaszce jest wyjątkowe w ikonografii franciszkańskiej. Święty medytuje nad krucyfiksem, który wydaje się być synonimem otwartej przed nim księgi. To niezwykłe zestawienie Krzyża Świętego nad otwartą księgą mocno przypomina franciszkańską myśl o „księdze Krzyża”. 
Bonawentura opisując pierwszą wspólnotę braci pisze: „Zamiast tych ksiąg [liturgicznych] rozważali dniem i nocą księgę Krzyża, ciągle się w nią wpatrując, pouczeni przykładem i słowami Ojca, który ustawicznie mówił im o Krzyżu Chrystusowym.” (1 Bon 4,3). Nawet w konstytucjach kapucyńskich z 1536 r. jest wskazanie, by „nie nosić ze sobą wielu książek, aby bracia mogli studiować najdoskonalszą księgę - Krzyż”. Krzyż i księga na obrazie są ze sobą połączone, leżą jedno na drugim, ale krzyż ma pierwszeństwo – jest na księdze.
Trzecim elementem tego układu jest ludzka czaszka, która od lat jest odczytywana jako znak pokory i śmiertelności. Chociaż sam Franciszek nie postrzegałby czaszki wyłącznie jako symbolu fizycznej śmierci. Skoro w „Pieśni słonecznej” Franciszek mówi o „Siostrze śmierci”, to jest ona dla niego nie końcem, ale bramą do wiecznego raju. Śmierć jest drogą, którą trzeba podążać za Chrystusem do zmartwychwstania. Z racji, iż od wieków czaszka pod krzyżem była identyfikowana z czaszką Adama, należy też przyjąć, że Franciszek uważał czaszkę Adama za symbol śmierci, który otwiera drzwi do zmartwychwstania przez Chrystusa – 1 Kor 15,21-22: „Jak bowiem przez człowieka przyszła śmierć, tak też przez człowieka przyszło zmartwychwstanie. Albowiem jak wszyscy umierają w Adamie, tak wszyscy zostaną ożywieni w Chrystusie.”
Podsumowując tę część o miłości św. Franciszka do Ukrzyżowanego, to możemy przytoczyć słowa z listu do Galatów, wyrażającego cała postawę Biedaczyny z Asyżu: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.” (Ga 6,14).

STYGMATYZACJA
Niezwykła miłość św. Franciszka do ukrzyżowanego Zbawiciela przyniosła mu nagrodę, która została mu przyznana jako pierwsza wśród świętych.
Hrabia Orlando, przyjaciel świętego, podarował braciom wysoką, odległą górę w Umbrii, zwaną La Verna lub Alwernia. Franciszek czasami udawał się tutaj z kilkoma braćmi, aby w samotności przestrzegać ścisłego postu.
Było to w roku 1224. Święty Franciszek wrócił do swej ukochanej Alwernii, aby tam odbyć czterdziestodniowy post ku czci Archanioła Michała, którego bardzo szanował. Oprócz br. Leona towarzyszyli mu tam bracia Masseo, Illuminat, Anioł i Sylwester. Rano o wyznaczonej godzinie budził go sokół krzykiem. Jeśli święty, którego siły wyczerpały się niemal całkowicie wskutek licznych cierpień, z powodu nadmiernego osłabienia nie był w stanie tak wcześnie wstać z twardego łoża, wówczas sokół zlitował się nad nim i przybywał jedną godzinę później.
Bonawentura w „Życiorysie większym św. Franciszka” w ten sposób opisuje wydarzenie stygmatyzacji: „Gdy więc unoszony żarem serafickich pragnień zdążył ku Bogu i współczującą słodyczą przemieniał się w Tego, który ze zbyt wielkiej miłości chciał być ukrzyżowany, któregoś ranka, około święta Podwyższenia Krzyża Świętego, podczas modlitwy na zboczu góry, zobaczył, że jeden Serafin mający sześć ognistych i błyszczących skrzydeł zstępuje z wysokości niebios. Skoro bardzo szybkim lotem przybył do miejsca, gdzie znajdował się mąż Boży i zawisł w powietrzu, pomiędzy skrzydłami ukazała się podobizna ukrzyżowanego człowieka, mającego ręce i nogi rozciągnięte na podobieństwo krzyża i do niego przybite. Dwa skrzydła wznosiły się ponad jego głową, dwa były rozciągnięte do lotu, a dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek, bardzo się zdziwił, a mieszane uczucie smutku i radości przepełniło jego serce. Cieszył się wprawdzie z tak pięknego widoku, gdyż uważał, że Chrystus w postaci Serafina patrzy na niego, ale przybicie do krzyża mieczem współcierpiącego bólu przeszyło jego duszę (Łk 2,35). Przepełniony był ogromnym podziwem na widok tak tajemniczej wizji, że słabość męki w żaden sposób nie może się pogodzić z nieśmiertelnością serafickiego ducha. Dzięki objawieniu Pańskiemu zrozumiał jednak, że tego rodzaju wizja została ukazana jego oczom przez Opatrzność Bożą, aby przyjaciel Chrystusa poznał wcześniej, że nie przez męczeństwo ciała, lecz przez żar duszy ma być zupełnie przemieniony na podobieństwo Ukrzyżowanego Chrystusa. Znikająca wizja nie tylko rozpaliła przedziwny żar w jego sercu, ale i na jego ciele wycisnęła podobiznę nie mniej dziwnych znaków. Natychmiast zaczęły się pokazywać na jego rękach i nogach ślady gwoździ, które niedawno widział na podobiźnie ukrzyżowanego człowieka. Okazało się bowiem, że ręce i nogi zostały w środku przebite gwoźdźmi tak, że główki gwoździ było widać na wewnętrznej stronie rąk, a na górnej stóp, zaś ich ostre końce na stronach przeciwnych. Główki gwoździ w rękach i nogach były okrągłe i czarne, a ich wydłużone ostre końce, zagięte i jakby powtórnie wbite, wystając z ciała, unosiły się nad jego pozostałą częścią. Również prawy jego bok był jakby włócznią przebity, a krew wypływająca często z rany, plamiła habit i spodnie.” (1 Bon 13,3).
Był to szczyt jego cierpień, ale także ogrom łaski Bożej, którą Franciszek został obdarowany. Kiedy zszedł z góry Alwernia, nosił na swoim ciele stygmaty Chrystusa, odciśnięte ręką samego Wszechmogącego Boga.
To niezwykle wydarzenie w życiu świętego Franciszka podziałało silnie na wyobraźnię artystów i było wielokrotnie przedstawiane w sztuce. Żadne doświadczenie w życiu św. Franciszka nie było częściej ukazywane artystycznie niż stygmatyzacja. Należałoby również podkreślić, że scena ta była wymagana na podstawie ustawodawstwa zakonnego. Statuty prowincji wielkopolskiej w 1753 r. mówiły wprost, że w każdym kościele franciszkańskim ma być ołtarz z obrazem stygmatyzacji. Miał taki ołtarz wyznaczone miejsce w kościele, jako pierwszy przy łuku tęczy, najbliżej ołtarza głównego. Statuty określały również bardzo szczegółowo w jaki sposób ma być przedstawiona scena stygmatyzacji: „św. Ojca naszego Franciszka cudownie naznaczonego świętymi stygmatami przez Ukrzyżowanego Pana pod postacią Skrzydlatego Serafina, umieszczonego naprzeciw niego i pięcioma czerwonymi promieniami dotykającego pięć miejsc członków Świętego [powinna być] przedstawiona tylko tak, a nie inaczej” (A. Błachut). Jak popatrzymy teraz na kilka przykładów w historii sztuki, to zobaczymy, iż jest ona różnie przedstawiana.
Jedno z najstarszych przedstawień stygmatyzacji to fresk z asyskiej bazyliki górnej św. Franciszka namalowany przez włoskiego malarza i architekta oraz tercjarza franciszkańskiego Giotta di Bondone (ok. 1266-1337). Artysta sprostał oczekiwaniom franciszkanów, by obraz był namalowany z jak największą wyrazistością, oddając realizm zdarzenia, bez niejasności. Jest to jeden z tych przykładów stygmatyzacji, gdzie Chrystus w postaci Serafina nie jest przybity do krzyża. Chociaż skrzydła Serafina składają się w formie krzyża. Bonawentura nakazał wręcz, by w sztuce ukazywać Serafina w formie ukrzyżowanej, by w ten sposób nawiązać do ukrzyżowania. Także po to, aby przeciętny człowiek zrozumiał stygmatyzację, jako naznaczenie ranami Chrystusa. Czyniona tak, by w ten sposób potwierdzić, iż wizja miała miejsce w dzień Podwyższenia Krzyża Świętego. Franciszek ukazany został w postawie klęczącej, z uniesionymi nieco rękami i wzrokiem skierowanym w stronę Serafina. Te gesty rąk, które pojawiają się na niemal wszystkich obrazach są wyrazem żarliwej modlitwy. Gest ten wyraża również gotowość na przyjęcie darów, które Bóg przygotował dla człowieka. Pomiędzy ranami Serafina a ranami Franciszka zaznaczone są promienie wskazujące na przekazanie stygmatów. Całe wydarzenie osadzone jest w scenerii skalistego wzgórza, poprzecinanego wąwozami. Na pierwszym planie z prawej strony jedyny świadek tego wydarzenia – br. Leon, zatopiony w lekturze Pisma Świętego, wręcz nie uczestniczący w wizji. Na wielu obrazach stygmatyzacji malowano br. Leona jako świadka wydarzenia. Świadek potrzebny był, aby uwiarygodnić wydarzenie. Czasami malowano dwóch świadków. Br. Leon na obrazach był również wyrażeniem idei, iż w tym czasie istniał już zakon franciszkańskich. Tło stygmatyzacji oprócz przedstawionych postaci, stanowią również dwie kaplice – dwa domy. Wskazuje to na fakt, iż Franciszek był na pustelni, oddalony od pozostałych braci.
W sztuce polskiej mamy również przykłady bardzo starych fresków ukazujących stygmatyzację. W północnym skrzydle krużganków krakowskiej bazyliki franciszkanów znajduje się fresk ukazujący stygmatyzację św. Franciszka. Pochodzi on z okresu 1440-1450, a więc jest najstarszym znanym w Polsce przedstawieniem stygmatyzacji. W tym przypadku nie ma żadnego świadka tego wydarzenia (br. Leona). Jest tylko Franciszek i Serafin ze skrzydłami, który tym razem jest ukazany jako przybity do krzyża. W obrazach stygmatyzacji należy również zwrócić uwagę na sposób ukazywania promieni łączące rany Serafina i św. Franciszka. Czasami ukazywane one były jak w zwierciadle, przez lustrzane odwzorowanie obu postaci. Innym razem, dla podkreślenia autentyczności stygmatów, promienie były malowane bardzo realistycznie z promieniami łączącymi rany w rzeczywistym obrazie, np.: z lewej ręki Serafina biegnie promień na lewą rękę Franciszka, jak to jest pokazane w krakowskim fresku. „Scena stygmatyzacji w krużgankach umiejscowiona jest na tle zadrzewionego krajobrazu, linia horyzontu wysoka, po prawej stronie poniżej ukrzyżowanego serafina kościół, po lewej intrygujące zwierzę, określane przez historyków sztuki jako sarna, choć można by w nim zidentyfikować mitycznego i symbolicznego jednorożca. Postać samego Franciszka, którego postawa określana jest jako klęcząca, bardziej jednak przypomina mistycznego tancerza.” – jak to opisał dr Andrzej Zając OFMConv.
Inne przedstawienie stygmatyzacji widzimy w dziele miedziorytnika - mistrza E(ndres)a S(ilbernagel)a z XV w. (wcześniej znanym w historii sztuki jedynie pod inicjałami E.S., chociaż do końca nie wiadomo, czy rzeczywiście o tę osobę chodzi). 
Święty Franciszek klęczy zwrócony w lewo, gdzie unoszący się w powietrzu krucyfiks z czterema serafickimi skrzydłami pojawia się w nieco karłowatej formie i odciska na nim stygmaty. Brat Leon śpi w tle, a jego twarz jest zacieniona przez opuszczony kaptur. Po obu stronach wznoszą się skały i drzewa, pomiędzy którymi w tle widać górski zamek. W oddali po prawej stronie widać miasto, po lewej wysoki kościół. Lewą stronę przedstawienia ożywia siedem papug. Jest to piękne, delikatne dzieło słynnego mistrza z jego późniejszego okresu.
Kolejne przykłady stygmatyzacji to dwaj malarze flamandzcy: Stygmatyzacja Jana van Eycka (1390-1441) i Rubensa. 
Trzeba pamiętać, iż Jan van Eyck był bardzo dobrym portrecistą. Uznawany jest za jednego z twórców nowożytnego malarstwa portretowego. Widzimy to wyraźnie w obrazie stygmatyzacji. Franciszek i brat Leon w wykonaniu Jana van Eycka są dobrze namalowanymi głowami portretowymi holenderskich franciszkanów. Tak naprawdę wiemy, że na dwa lata przed śmiercią seraficki święty nie był nadal tak potężną postacią, jak go tu przedstawiono. Jego twarz i oczy również są zbyt pozbawione wyrazu, czy emocji, jak na tę wyjątkową godzinę. Niezbyt szczęśliwa jest także sytuacja brata Leona, który odwraca się plecami do swego duchowego ojca. Z jednej strony nie widzi stygmatyzacji, ale w sztuce przyjęło się by malować na stygmatyzacjach świadka, by w ten sposób potwierdzić autentyczność wydarzenia. Niemniej jednak obraz ze szkoły Jana van Eycka zasługuje na uwagę. Wydarzenie umieszczone zostało w górskiej scenerii. W oddali widoczne miasto. Serafin został ukazany ze skrzydłami, przybity do krzyża, ale nie ma zaznaczonych promieni z ran Serafina do ran Franciszka.
Jego wielki i jeszcze bardziej znany rodak, Peter Paul Rubens (1577-1640), wielokrotnie malował św. Franciszka, zarówno w modlitwie i ekstazie, jak i u stóp krzyża oraz podczas ostatniej komunii. W obrazie stygmatyzacji Rubensa z 1616 r. Franciszek, ubrany jest w połatany habit, klęczy na skale, pochłonięty kontemplacją ukrzyżowanego, którego wizerunek leży przed nim. Nagle obiekt jego miłosnych rozważań pojawia się nad nim w powietrzu, otoczony światłem. Zdumiony nieoczekiwanym pojawieniem się, mimowolnie odchyla nieco górną część ciała i szeroko rozkłada ramiona; rany są już widoczne na dłoniach. Brat Leon był tak przestraszony oślepiającym światłem, że z trudem utrzymywał się na nogach i zakrywał oczy dłonią, by chronić oczy od bijącego z wydarzenia światła. To potężne, silne postacie, jakich spodziewalibyśmy się po Rubensie. Nawet jeśli Franciszek i jego towarzysz nie do końca odpowiadają naszym oczekiwaniom, siła pojawienia się, która pozostawiła niezatarte ślady na ciele świętego, wyraża pełnię ekspresji we wspaniały sposób poprzez kolorystykę i całą kompozycję. Rubens jako pierwszy zaczął ukazywać Chrystusa w stygmatyzacji w naturalnej wielkości, a nie w karłowatej postaci, jak na wielu innych obrazach. W późniejszym okresie było wielu naśladowców Rubensa. Obraz pierwotnie znajdował się w kościele kapucynów w Kolonii, ale później trafił do tamtejszego Muzeum. 
Ostatnie przedstawienie, jakie chcę pokazać odbiega nieco od przyjętych schematów ukazywania stygmatyzacji. To wspominany wcześniej Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571-1610), który pięknie ukazał „Ekstazę św. Franciszka” na obrazie z ok. 1595 r., który obecnie znajduje się w USA w Hartford w stanie Connecticut. Caravaggio był prekursorem baroku i mistrzem ukazywania światłocienia. Ten  okres w historii był naznaczony mistycyzmem. W tym kierunku szli nie tylko jezuici pod wpływem św. Ignacego, ale również franciszkanie. Odzwierciedlenie tych klimatów znajdziemy również w sztuce. To jest jedne z przykładów tego. To pierwsze przedstawienie świętego w stanie ekstazy - „omdlenia”. 
Brak Serafina na krzyżu, brak promieni stygmatów, brak br. Leona – świadka, wyraźny brak scenerii góry Alwerni. Caravaggio przedstawia św. Franciszka w pozycji leżącej, podtrzymywanego przez anioła. Takie ujęcie było bezprecedensowe w ikonografii franciszkańskiej. Do tego stopnia, iż niektórzy interpretują błędnie ten obraz jako śmierć św. Franciszka. Jest tylko Franciszek i Anioł. Sześcioskrzydły serafin opisywany w literaturze został zastąpiony w scenie młodym aniołem, symbolizującym Boską Miłość. Wydaje się, że Caravaggio odszedł od tradycyjnej ikonografii, aby wprowadzić do swojej kompozycji dodatkowe i nakładające się na siebie wątki franciszkańskie. Święty Franciszek Caravaggia upada do tyłu podczas modlitwy i otrzymuje wizję w stanie ekstazy, a nie radości połączonej ze smutkiem, jak opisywały to najwcześniejsze źródła. Innowacje Caravaggia pokrywają się jednak z opisem św. Franciszka autorstwa św. Bonawentury, który opisuje św. Franciszka pogrążonego w takiej kontemplacyjnej ekstazie, że oddalił się od samego siebie, dostrzegając rzeczy wykraczające poza śmiertelne zmysły. Zarówno wcześniejszy obraz Caravaggio, który ukazywał Franciszka zatopionego w modlitwie, jak i ten są metaforami Franciszkowej tęsknoty za śmiercią na tym świecie i duchowym odrodzeniem w Chrystusie poprzez Jego płonącą miłość. Caravaggio obrazowo ilustruje doświadczenie Franciszka poprzez skojarzenie ze znanymi słowami św. Pawła: „Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.” (2Kor 5,14-15).
Franciszek na obrazie Caravaggio niemalże umiera, aby po naznaczeniu stygmatami narodzić się na nowo. Nawet śmierć cielesna nie zakończyła drogi Franciszka. Wymownie ilustruje to napis na epitafium nagrobnym św. Franciszka podyktowanym przez papieża Grzegorza IX, który kanonizował Franciszka w 1228 r. i był jego przyjacielem przez wiele lat. Słowa na epitafium brzmią: „Serafickiemu, katolickiemu i apostolskiemu Franciszkowi, wybitnemu ze względu na jego wzniosłą pokorę; podpora chrześcijaństwa, Naprawca Kościoła; którego Ciało, nie będąc ani martwe, ani żywe, otrzymało znamiona ukrzyżowanego Chrystusa. Papież, opłakując, radując się i wywyższając w jego nowych narodzinach, z jego rozkazu, jego ręki i jego hojności, wzniósł ten pomnik 16 sierpnia 1228 r. Przed śmiercią był martwy, po śmierci żyje.”
Stygmatyzacja była kulminacją miłości św. Franciszka do krzyża. Tak jak już na początku swojego powołania Bóg wycisnął w ciele Franciszka niewidzialne rany, tak u końca jego życia naznaczył go widzialnymi ranami, które nosił on na dłoniach, nogach i na swoim boku. Stygmaty, czyli ślady męki, cierpienia i śmierci Jezusa. Znaki nie tylko śmierci, ale przede wszystkim znaki miłości Boga do człowieka. Przez stygmatyzację św. Franciszek tak się upodobnił do Chrystusa, że papież Pius XI nazwał go „drugim Chrystusem” (Alter Christus), a Jan Paweł II mówił, iż Franciszek był „ikoną Ukrzyżowanego Chrystusa”.

NASZA ODPOWIEDŹ
Patrząc na św. Franciszka i stygmatyzację możemy zadać sobie kilka pytań i szukać na nie odpowiedzi.
Czy akceptuję krzyż? 
Widzieliśmy za przykładem św. Franciszka, jak w jego życiu ustawicznie obecny był krzyż wyryty w sercu, który towarzyszył mu od początku jego powołania w San Damiano, aż po stygmatyzację na górze Alwerni. Nam też w życiu towarzyszy krzyż. Jest z nami od początku do śmierci. Ten znak czynimy na dziecku, które zostaje przyniesione do chrztu świętego przez swoich rodziców. W tym znaku otrzymujemy rozgrzeszenie, ten znak czynimy każdego dnia na swoim ciele, rozpoczynając czy kończąc dzień, posiłek, modlitwę: „W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”.
Krzyż powinien nam nie tylko w życiu towarzyszyć, ale powinien stać się częścią mojego życia. Jestem chrześcijaninem, moim znakiem rozpoznawczym jest krzyż. Uczmy się od św. Franciszka miłości do krzyża i ukrzyżowanego. Przytulmy się jak św. Franciszek do krzyża, który ma być dla nas nie tylko znakiem ukrzyżowania i śmierci, ale przede wszystkim znakiem wielkiej miłości Boga do człowieka.
Czy potrafię przyjąć cierpienie? 
Krzyż, o którym mówimy jest często także utożsamiany z cierpienie, bólem, chorobą, trudami podeszłego wieku, sytuacją opuszczenia przez najbliższych – śmierć ludzi, których bardzo kochaliśmy, a którzy zostali już powołani do wieczności. To wszystko są krzyży naszego życia. Czy potrafimy te sytuacje zaakceptować, przyjąć, pogodzić się z nimi? Jak pięknie napisała Alice von Hildebrandt w książce „Listy do wdowy” – „Krzyż albo nas przygniata – jeżeli niesiemy go w zły sposób, albo sam nas niesie.” To, że krzyż dotyka każdego z nas nie ulega wątpliwości, ale wiele zależy od tego, w jaki sposób krzyż – cierpienie przyjmiemy. Czy pozwolimy się przytłoczyć krzyżowi, czy otworzymy na niego swoje ramiona, zaakceptujemy, zgodzimy się na niego, pozwolimy się prowadzić przez ścieżki, które przygotował nam Bóg. Cierpienie z kimś podzielone jest połową cierpienia. Cierpienie zaakceptowane jest o połowę lżejsze. 
Czy potrafię uwielbiać Boga? 
Bardzo ważny szczegół, na który warto zwrócić uwagę, to fakt, iż Franciszek po stygmatyzacji nie zamknął się w modlitwie i kontemplacji, ale szedł dalej w życie niosąc swoje cierpienie, a przez nie i łaskę Bożą. Jest wiele miejscowości we Włoszech, które chlubią się, że u nich był Franciszek stygmatyzowany. Jest wiele cudów, które zadziały się po stygmatyzacji, a które opisują „Źródła franciszkańskie”, czy „Kwiatki św. Franciszka”. To po stygmatyzacji św. Franciszek pisze pieśń pochwały stworzenia – „Hymn słoneczny”. Wtedy, gdy już był dotknięty cierpieniem, bólem i chorobą. To po stygmatyzacji idzie, aby pojednać zwaśnionych – biskupa Asyżu i burmistrza miasta. Naznaczony cierpieniem staje się apostołem pokoju i uwielbienia Boga.
Jaka jest nasza postawa w sytuacji cierpienia i krzyża, który nas dotyka? Czy potrafimy być głosicielami pokoju, czy potrafimy jeszcze w takich sytuacjach dostrzegać innych i ich potrzeby, czy potrafimy uwielbiać Boga i modlić się dziękując za łaskę cierpienia? Czyż właśnie wtedy, gdy był u schyłku swojego życia nie nazwał śmierć swoją siostrą, jakby ją chciał oswoić, zaakceptować, przyjąć i równocześnie podziękować Bogu także za nią, bo ona prowadzi nas do spotkania z Panem, aby żyć na wieki.

poniedziałek, 12 sierpnia 2024

II sobota sierpnia 2024 r - spotkanie modlitewne FZŚ

 T                                                                      knCh!                                   10.VIII.24


    Mszę św. o godz. 9 odprawił O. Ksawery w koncelebrze z dwoma kapłanami. W homilii usłyszeliśmy.
W pierwszym czytaniu mamy wezwanie do siania.. Człowiek sieje ziarno dobra. Wewnętrzna gotowość czynienia dobra jest tu istotna. Mamy się rozwijać w swoim człowieczeństwie, by stawało się coraz bardziej dojrzałe. W drugim czytaniu jest mowa o obumieraniu ziarna. Chodzi tu o przemianę wewnętrzną, którą daje ż.ycie z P Jezusem. W pewnym momencie następuje radykalna przemiana, podobnie jak następuje taka przemiana, gdy ziarno zamienia się w roślinę, np. gdy z jajka mamy kurę, o gdy z wod
oru i tlenu otrzymujemy wodę. Takie radykalne przejście nas ostatecznie czeka. Z aktualnego człowieka pojawi się nowy, odnowiony przez Jezusa Chrystusa. Św. Paweł przypomina nam, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, co przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Na bazie tego, co jest , powstanie coś nowego, wyjątkowego.
Po Mszy św. modliliśmy się Litanią do św. Franciszka i pieśnią Witaj Ojcze ukochany.
Potem odbyło się spotkanie na salce. Tu usłyszeliśmy przypomnienie o przygotowywaniu bukietów na 15. VIII, w dniu poprzedzającym ten dzień – start po Mszy św o godz. 8 .
Wspominaliśmy ostatnią pielgrzymkę FZŚ na J.Górę, a też do Wieliczki – polskiej Porcjunkuli w dniu odpustu – 2 VIII. Zastanawialiśmy się nad tym, co zmienić w naszych spotkaniach. Padła propozycja, by w II soboty miesiąca spotykać się 30 min wcześniej na śpiewie godzinek do św. Franciszka. Wykłady naszych młodych sióstr czy braci w czasie spotkań na salce odbieramy b. pozytywnie. Oby O. Łukasz dodawał swój choćby krótki komentarz. Przypomnieliśmy sobie o 11 VIII święcie św Klary, zwanej roślinką św. Franciszka, o Mszach św u SS Klarysek, godz 7, 10, 17.

Za bukiety otrzymaliśmy 5500 zł - "poszły" na misje - Chwała Panu!

10 sierpnia 2024

2 Kor 9,6-10   Ps 112   J 12,24-26

Czytania mszalneLiturgia Słowa do odsłuchania (wersja wideo)

Czytania mszalne

PIERWSZE CZYTANIE

2 Kor 9,6-10

Kto hojnie sieje, ten hojnie zbierać będzie

Czytanie z Drugiego listu świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia:
Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: „Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki”.

Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY

Ps 112,1-2.5-6.7-8.9

Refren: Mąż sprawiedliwy obdarza ubogich.

Błogosławiony człowiek, który boi się Pana
i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
i swymi sprawami zarządza uczciwie.
Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
i pozostanie w wiecznej pamięci.

Nie przelęknie się złej nowiny,
jego mocne serce zaufało Panu.
Jego wierne serce lękać się nie będzie
i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

Rozdaje i obdarza ubogich,
jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
wywyższona z chwałą
będzie jego potęga.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ

J 12,26

Alleluja, alleluja, alleluja

Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną,
a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.

Alleluja, alleluja, alleluja

EWANGELIA

J 12,24-26

Ziarno, które obumrze, przynosi plon obfity

Słowa Ewangelii według świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.

A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

Oto słowo Pańskie.

                                              



poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Spotkanie modlitewne LRR, FZŚ, SHNSPJ

 T                                                                   knCh!                                 3.08. 24 r


    Mszę św. o g 9 odprawił O. Mariusz. Po Mszy św. modliliśmy się jedną częścią Różańca św.

W czasie homilii usłyszeliśmy: W dzisiejszych czytaniach mamy ludzi, którzy wierzą, którzy nie wierzą i którzy nie dowierzają. Tak jest w pierwszym czytaniu, jeśli chodzi o Jeremiasza. W Ewangelii Herod nie wie, czy wierzy, czy nie. Czy sprawa naszej wiary i niewiary jest nie do rozwiązania? Jest do rozwiązania. Jesteśmy współdomownikami Boga, jak czytamy w liście św. Pawła do Efezjan. Jeśli jesteśmy dziećmi, mamy pewne obowiązki ale i prawo. Np.. dziecko ma prawo by dostać jedzenie, ubranie, spanie. I tak my mamy prawo powiedzieć; ja czegoś potrzebuję. Ale mogę mieć trudności. Mam prawo prosić Boga, ale nie wymagać natychmiastowej realizacji. Niektórzy uważają, że przyjdą do Boga, kiedy będą idealni, lub kiedy będą się intensywnie modlić. Św. Tomasz powiedział: potrzebuję znaku. P. Jezus go za to nie potępił. I został świętym. Miał prawo domagać się swego zrozumienia i z niego skorzystał. W rozumieniu różnych osób mówimy o znakach od Boga. Gdy patrzymy na nasze życie, to wątpię, czy jest tu osoba, która nie miałaby znaku od Boga. A jakiego znaku potrzebuje, trzeba to powiedzieć. I Bóg da, bo ważne jest, by uwierzyć. Tomasz uciekł gdzieś, nie mógł sobie poradzić z losem. Bóg dał mu znak, by nie był już niedowiarkiem. I ja mogę powiedzieć: daj mi znak, o który Cię proszę.

Kolor szat: zielony, biały

Rok B, II

XVII Tydzień zwykły

Pierwsze czytanie (Jr 26, 11-16. 24)

Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: „Jeremiasz zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy”.

Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: „Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, naszego Boga; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa”.

Wtedy powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: „Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, naszego Boga”.

Achikam przeto, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć.

Psalm (Ps 69, 15-16. 30-31. 33-34)

Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
ratuj mnie z wodnej głębiny.
Niech mnie nie porwie nurt wody,
niech nie pochłonie mnie głębia,
niech się nie zamknie nade mną paszcza otchłani.

W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie

Ja zaś jestem nędzny i pełen cierpienia,
niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
Pieśnią chcę chwalić imię Boga
i wielbić Go z dziękczynieniem.

W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie

Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych
i swoimi więźniami nie gardzi.

W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie

Aklamacja (Mt 5, 10)

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości,
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia (Mt 14, 1-12)

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”.

Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego Filipa, Jan bowiem upominał go: „Nie wolno ci jej trzymać”. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.

Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”. Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.

Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

ks. Paweł Kosiński

Komentarz do ewangelii z dnia (3 sierpnia 2024 r.):

Obraz: Dzisiejszy fragment prezentuje nam wiele wątków. Oczyma wyobraźni zobaczę króla Heroda, jego pogmatwane życie, męczeństwo Jana Chrzciciela, które jest zapowiedzią śmierci na krzyżu Jezusa. Przyjrzę się swoim skojarzeniom i odczuciom.
Myśl: Herod Antypas rządził w Galilei od 4 r. przed Chrystusem do 34 r. po Chr. Był uwikłany w grzeszny związek z Herodiadą, swoją żoną, bratanicą i szwagierką. Związek ten był zakazany przez Prawo. To ten sam król z opowieści o Mędrcach ze Wschodu, o ucieczce do Egiptu i o rzezi niewiniątek w Betlejem. Zabija Jana Chrzciciela dla kaprysu, ukazując, jak często środowisko, w którym żyjemy, ściąga nas na złe drogi. Herod jest negatywnym ‘bohaterem’, ale jego historia jest przestrogą dla nas, bo często dzieje się tak również z nami, kiedy słuchamy i patrzymy, ale nie rozpoznajemy tajemnicy Boga i nie nawracamy się, lecz ‘eliminujemy’ źródło przykrości.
Emocja: „Zasmucił się król”. Smutek mógłby świadczyć o refleksji, o zmianie i wejściu na drogę nawrócenia. Herod jednak brnie w grzech i odpowiada przemocą. Jego smutek nie prowadzi go do poprawy, ale do większej zatwardziałości w złu. Nam to też grozi.
Wezwanie: Poproszę o uważność i umiejętność przyjęcia wezwania do nawrócenia. Podziękuję Bogu za Jego cierpliwość do moich uwikłań, słabości i grzechów.
Posłucham słów Matki Bożej z Fatimy: 
Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniała życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają różaniec i pokutują za grzechy.”

2 VIII przypada co roku odpust Porcjunkuli, ważny szczególnie dla wspólnoty franciszkańskiej


Odpust Porcjunkuli jest szczególny: każdy może z niego skorzystać niezależnie miejsca zamieszkania. Kiedy 2 sierpnia 1216 roku św. Franciszek go ogłosił, był zupełnie nową formą odpustu. „Bracia moi – mówił Franciszek do zgromadzonych – Chcę was wszystkich wysłać do raju!”.

Porcjunkula to ulubiony kościół św. Franciszka, który wyremontował własnymi rękami. Otrzymał go od benedyktynów w symbolicznej dzierżawie i stał się miejscem narodzin i sercem wspólnoty franciszkańskiej. Dziś, gdy wchodzi się do jego wnętrza, na progu widnieje napis: „hic locus sanctus est” – to miejsce jest święte, ponieważ tutaj Bóg rozmawiał z Franciszkiem. Gdy podniesiemy wzrok, kolejny napis mówi „heac est porta vitae aeternae” – to jest brama życia wiecznego, zawsze otwarta, właśnie dzięki odpustowi Porcjunkuli, który wyprosił w modlitwie św. Franciszek.

Pewnej nocy św. Franciszek, był pogrążony w modlitwie w Porcjunkuli, gdy nagle ciemne wnętrze małego kościoła rozświetliło jasne światło. Nad ołtarzem Franciszek zobaczył Chrystusa i Jego Najświętszą Matkę, otoczonych mnóstwem Aniołów. Franciszek pochylił głowę ku ziemi w adoracji i usłyszał skierowane do siebie pytanie, czego pragnie dla zbawienia dusz.  Odpowiedź Franciszka była natychmiastowa: „Błagam, aby wszyscy, którzy skruszeni i wyspowiadani przyjdą odwiedzić ten kościół, mogli uzyskać obfite i hojne przebaczenie z całkowitym odpuszczeniem wszystkich kar za grzechy”. Pan Jezus obiecał mu spełnienie tej prośby pod warunkiem, że zwróci się do papieża po stosowne zezwolenia.

Franciszek niezwłoczne udał się do papieża Honoriusza III, który wysłuchał go uważnie i udzielił aprobaty. Na pytanie: „Franciszku, na ile lat chcesz tego odpustu?” –  święty odpowiedział: „Ojcze Święty, nie proszę o lata, ale o dusze”. 2 sierpnia 1216 r., wraz z biskupami Umbrii, ogłosił zebranym w Porcjunkuli: „Bracia moi, chcę was wszystkich wysłać do raju!”. Tak narodził się odpust Porcjunkuli związany z datą 2 sierpnia i kościółkiem Porcjunkuli w Asyżu.

W czasach św. Franciszka główną formą uzyskania odpustu była pokuta związana z odbyciem wielkich pielgrzymek: do Santiago, do Rzymu, a przede wszystkim do Jerozolimy. Takie pielgrzymowanie wymagało wiele trudu, czasu, a także pieniędzy. Z oczywistych racji nie mogła być podjęta przez wszystkich. Gdy Franciszek wysunął prośbę, aby łaski związane z pielgrzymimi odpustami można było uzyskać poprzez modlitewne nawiedzenie kościoła Porcjunkuli, to wprowadzało to zupełnie nową praktykę pokutną w Kościele. Franciszek kierował się troską o tych ludzi, którym brakowało środków lub sił, aby odbyć pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Odtąd uzyskanie odpustu stało się osiągalne dla tych, którzy szczerym sercem pragnęli nawrócenia – dla ubogich i cierpiących, których samo życie obciąża wystarczająco pokutą. Dziś Porcjunkula znajduje się wewnątrz pięknej bazyliki papieskiej pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej, gdzie modlitwa i posługa sakramentalnej spowiedzi trwa niemal nieustannie.

Początkowo odpust Porcjunkuli można było uzyskać tylko jednego dnia w roku – 2 sierpnia. Obecnie odpust ten można uzyskać przy każdorazowym nawiedzeniu kościółka Porcjunkuli w Asyżu oraz dnia 2 sierpnia, w święto Matki Bożej Anielskiej, w każdym kościele franciszkańskim i parafialnym.

Każdy, kto 2 sierpnia pobożnie nawiedzi swój kościół parafialny, odmówi w nim „Ojcze nasz” i wyznanie wiary, a także przystąpi do spowiedzi i przyjmie Komunię Świętą oraz pomodli się w intencjach papieża (nie za niego, ale w intencjach, w których on się modli) i wyzbędzie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego, zyska odpust zupełny.

Święto przebaczenia, jak nazywa się często w Asyżu dzień 2 sierpnia, jest też związany z pielgrzymowaniem. Do dziś wiele osób przybywa tu również pieszo w pielgrzymkach. Dni świąteczne w Bazylice Matki Bożej Anielskiej to katechezy, nabożeństwa pokutne oraz uroczyste celebracje Eucharystii i pełne radości koncerty i spotkania.

image.png to kapliczka Porcjunkuli w bazylice NMP Anielskiej w Asyżu. kopię tej kapliczki mamy w Wieliczce u OO Reformatów