T knCh!
14 02 26
Mszę św. o godz. 9 odprawił O.Łukasz. W czasie homilii usłyszeliśmy: dziś mamy św. Cyryla i Metodego, którzy przynieśli Ewangelię poganom. Apostołowie zrozumieli, że wszyscy są ludem Bożym przeznaczonym ku temu, by słuchać Słowa Bożego. Nie było tego przekonania u Żydów. W IX wieku wyruszyli tam, gdzie Ewangelia nie była znana. Uskutecznili formę życia apostolskiego - pójście po dwóch. To był początek życia konsekrowanego w formie apostolskiej, gdzie bracia idą i głoszą.
Święci Cyryl (ok. 827–869) i Metody (ok. 815–885), bracia z Salonik, to bizantyjscy misjonarze i apostołowie Słowian, którzy w IX wieku chrystianizowali Morawy, Czechy i Panonię. Stworzyli głagolicę (podstawę cyrylicy) i wprowadzili język słowiański do liturgii, kładąc podwaliny pod kulturę i piśmiennictwo słowiańskie. W 1980 r. papież Jan Paweł II ogłosił ich współpatronami Europy. Wysiłek misyjny Kościoła jest okupowany krwią, zwłaszcza w XX wieku.
W czasie spotkania na salce konferencję.o Duchu św wygłosił brat kapucyn Piotr Kowalski. Usłyszeliśmy: św. Franciszek stawia Boga Ojca w centrum. Po to objawił się Jezus Chrystus, by zaświadczyć o Ojcu i byśmy zamieszkali w Domu Ojca. Franciszek pragnie wypełnić wolę Ojca. Franciszek podaje 3 sposoby by Duch św. mógł zadziałać - wewnętrzne oczyszczenie, oświecenie i wewnętrzne rozpalenie, które nazywa się inaczej - zjednoczeniem z Bogiem. Co to znaczy posiąść Ducha Pańskiego. - pomaga zrozumieć św. Franciszek. Posiąść to dać się przemienić - dać się podporządkować jego planom. Chrzest jest pierwszym momentem naszego oddania się Duchowi św. Uznajemy, że jesteśmy skażeni grzechem. Kto nie jest zrodzony z wody i Ducha św. - nie może wejść do królestwa niebieskiego - powiedział P Jezus. Małość Franciszka objawia się tym, że nie przypisuje sobie żadnych zasług. Spocznie na nich Duch św. - mówi św. Franciszek w liście do wiernych. Franciszek pragnie byśmy poznali Ojca. Miarą pokory jest uznanie, że Bóg mnie chce i mnie powołał. Przez oczyszczenie, oświecenie dochodzimy do zjednoczenia z Bogiem. Franciszek zapragnął iść do Saracenów, gdy widział ich niewiarę. Chciał przyprowadzić ich do wiary. Franciszek podkreślał jak ważne jest, by zapłonąć Duchem św. Rozważania Brata Piotra zakończyliśmy modlitwą.
W dyskusji po wykładzie zauważyliśmy, że podobną do Franciszkowej drogę do zjednoczenia z Bogiem proponowali inni święci jak np.św. Ignacy z Lojoli, św. Jan od krzyża, św. Arnold Jaansen.
Zwróciliśmy
też uwagę na to, jak ważne jest w różnych wydarzeniach życiowych
pytać Boga o radę, a drogą ku temu jest modlitwa wytrwała np.
nowennowa. Rady ludzi są tym skuteczniejsze im bardziej żyją oni
Bogiem - najlepsza rada jest zawsze ta - od Boga.
20
II br o godz 18 rozpocznie się droga krzyżowa na krużgankach
loretańskich. Jako FZŚ mamy w niej udział. Poniżej umieszczamy
jej tekst.
Święto świętych Cyryla, mnicha, i Metodego, biskupa - patronów Europy
Kolor szat: biały
Rok A, II
V Tydzień zwykły
Pierwsze czytanie (Dz 13, 46-49)
Paweł
i Barnaba powiedzieli do Żydów: „Należało głosić słowo Boże
najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za
niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. Tak bowiem
nakazał nam Pan: «Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś
był zbawieniem aż po krańce ziemi»”.
Poganie słysząc
to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni
do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po
całym kraju.
Psalm (Ps 117, 1-2)
Chwalcie
Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo
potężna nad nami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na
wieki.
Idźcie i głoście światu Ewangelię
Aklamacja (Łk 4, 18)
Pan
mnie posłał, abym ubogim głosił dobrą nowinę,
więźniom
głosił wolność.
Alleluja, alleluja, alleluja
Ewangelia (Łk 10, 1-9)
Spośród
swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch
i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i
miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział
też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało;
proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje
żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście
z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie
pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw
mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny
pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W
tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje
robotnik na swoją zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do
domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co
wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im:
„Przybliżyło się do was królestwo Boże”.»
DROGA KRZYŻOWA na 20 II 26
Jedni
staną blisko Drogi – i tu pozostaną. Nie pójdą dalej. Nie tym
razem. Dzisiaj tylko ten odcinek. Ta stacja.
Inni spojrzą z oddali, z bezpiecznej dla siebie odległości. Dzisiaj tylko tak mogą. Odległość nie jest miarą zaangażowania, współodczuwania. Odległość jest miarą gotowości do spotkania z bólem: swoim lub innego człowieka.
Dla kogoś wystarczające będzie to, co przeżył przy osądzeniu, biczowaniu, fałszywych świadectwach – i zatrzyma się. Tu chce Skazańca okryć swoją miłością. Tu chce opłakać swoją historię.
Ktoś inny będzie czekał na szczycie Kalwarii. Ma powód.
Ktoś ukradkiem dotknie Skazańca, ktoś otrze Jego twarz, ktoś pomoże unieść belkę, zapłacze, a ktoś ucieknie.
Gdziekolwiek dzisiaj staniesz na Jego Drodze – odnajdź tam prawdę o Miłości, o zdradzie, o krzywdzie, o człowieku, który potrafi zabić i potrafi przywrócić wiarę. Cokolwiek przeżywasz, cokolwiek wydarzy się na tej drodze miej pewność: nic nie może Cię odłączyć od Miłości Boga.
I
Wspólnota, spotkanie, posiłek, rozmowy, śpiewy, wzruszenia, modlitwa, przyjaciele. I wtedy…
Pocałunek
Gest miłości przeistoczony w zdradę.
Ktoś powie: to był tylko pocałunek, nic wielkiego.
Wszyscy widzieli, że to był niewinny pocałunek; nie w ukryciu, nie pokątnie. Na oczach wszystkich. Że akurat wtedy straż Go pojmała to zbieg okoliczności. To był tylko pocałunek…
Za tym pocałunkiem toczy się historia człowieka, który ostatecznie sam sobie odebrał prawo do miłosierdzia i do życia. I historia człowieka, którego niewinność stała się wyrokiem.
II
Wraz z nałożonym krzyżem przyoblekł się w samotność. Wśród tłumu, zgiełku, mijanych znajomych twarzy — był sam. Nikt nie mógł, i nadal nie może, poczuć tego, co On. Nikt, choćby znał wszystkie języki świata, posiadł całą mądrość i najczulszą wiedzę o człowieku, nie sięgnie bólu, który jak drzazga, jak cierń, jak gwóźdź przeszywa ciało, duszę i ducha…
Ból zamknięty w granicach Osoby.
Ilu cierpiących tyle definicji. I wszystkie do bólu prawdziwe.
III
Świątynia była przyozdobiona wspaniałymi kamieniami. Dumą ludu stał się Dom Boży, wzniesiony z tego, co najpiękniejsze, najszlachetniejsze, najlepiej oddające chwałę.
Marmury, mozaiki, witraże, wota, tablice pamiątkowe fundatorów, dostojnie urodzonych i z honorami pochowanych.
A jednak: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie pozostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.
Może właśnie przy upadku pod ciężarem krzyża, o te piękne i szlachetne kamienie – cząstki mozaik, marmurów i tablic – obijało się Twoje Święte Oblicze.
IV
Jak
to Matka — najchętniej wzięłaby na siebie cały ból Syna.
Ale
jej mieczem boleści jest towarzyszenie.
Nie
poczuje i nie przeżyje tego, co On. Ani nie przeżyje tego za Niego.
Mistrzyni towarzyszenia nie karmi złudnymi pociechami:
„Może
Judasz zamiast pocałunku zdrady wyszeptał ci do ucha: uciekaj?
Może
to tylko sen — a za chwilę ockniesz się na łodzi miotanej przez
burzę,
przejdziesz po falach i dotrzesz na spokojny brzeg…”
Mistrzyni towarzyszenia nie ucieka się do obarczania winą, nie mówi:
„Może
trzeba było inaczej mówić z Herodem…
Może łagodniej
rozmawiać z Piłatem…
Po co tyle tych cudów, po co głośne
mówienie prawdy, która raniła ich pychę?
Synku, czy naprawdę
musiałeś?”
Mistrzyni towarzyszenia nie zna sztuczek, które miałyby sprawić, że ból zniknie — zna coś znacznie większego: wierność obecności.
Maryjo, mistrzyni towarzyszenia naucz nas być.
V
Może Szymon od lat modlił się: Panie, daj mi okazję, a pokażę Ci, jak bardzo Cię miłuję. Panie, Ty jesteś moim Bogiem, Panem Jedynym. Kocham Cię, Panie całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił.
Może Szymon od lat marzył, by uczestniczyć w czymś naprawdę wielkim. By w monotonię jego szarych, zwyczajnych dni wdarł się blask, odrobina koloru.
Czy mógł przypuszczać, że tym kolorem okaże się czerwień krwi Skazańca?
Czy mógł przypuszczać, że Bóg nie olśni go swoją świętością, lecz rozszerzy jego źrenice własnym niepodobieństwem do człowieka? I że pójdzie ramię w ramię z Wszechmogącym, obarczonym naszym cierpieniem, że z Nim będzie dźwigał ludzkie boleści.
Panie, jeśli dasz mi okazję Kochania Ciebie w bliźnich, daj mi również serce i oczy otwarte i siłę, by umieć być.
VI
Kobieta podbiegła i przypomniała wszystkim, że masz twarz, że jesteś człowiekiem – nie dzikim zwierzęciem, które pogania się kopniakami i chłosta słowami, by przepędzić jak intruza z uporządkowanego świata, w którym psujesz atmosferę.
Ona ociera Twoją twarz, jakby tym gestem chciała wykrzyczeć: TO JEST CZŁOWIEK! Ludzie, patrzcie – Oto Człowiek!
Pod warstwami przyklejonych ocen, potwierdzonych pieczęcią diagnoz, obiegowych opinii, wyroków poświadczonych przez znawców i ekspertów jest Człowiek.
VII
Nie zamieniłeś kamieni w chleb.
Nie zamieniłeś kamieni w miękki puch, by przy upadku nie obić swojej Twarzy.
Nie wydzierasz serc kamiennych z piersi oprawców, by gwałtem przemienić je w serca z ciała.
Nie nawracasz przemocą ani obietnicą udziału w elicie wybranych, wtajemniczonych, samozwańczych mesjaszów. Zmiana dokonuje się tylko w wolności – w zgodzie na to, że kto naprawdę pragnie serca nowego, serca z ciała: wrażliwego i czującego – ten pragnie serca, które przeszywają miecze boleści na widok cierpienia bliźniego. Kto pragnie serca nowego, serca z ciała – pragnie serca przebitego włócznią, zdolnego kochać aż do końca.
VIII
Przy
drodze stoją zatroskani. Przeniknięci smutkiem. Płaczą.
Zauważyłeś
te kobiety – owinięte w żal tak szczelnie, tak ograniczająco, że
straciły z oczu to, co najbliższe. Tych, którzy są najbliżej.
Może
to właśnie ich synowie i córki najgłośniej wołali: „Na krzyż
z nim!”
Może to ich pobożne córki i synowie krzyczeli: „On
bluźni!”
Może to ich gorliwe córki i synowie, wiernie
zachowując prawo, nie zauważyli Człowieka.
Jak
płakać nad dramatem wojny, jeśli wcześniej nie opłakiwało się
dramatów podwórkowych: zabaw w nienawiść, wojenek na kije i
kamienie, okrzyków podziału na „my”, „nasze” i „obce”?
Jak
płakać nad Sprawiedliwym, gdy cierpienie bliźnich nazywane jest
fanaberią, przesadą, chorą wyobraźnią?
Płaczmy nad sobą, nad naszymi bliskimi, abyśmy tocząc codzienne małe wojny z „Innymi” i „obcymi” nie zabili Boga.
IX
Przyprowadzili kobietę. W Prawie Mojżesza nakazano takie kamienować. Tak mówili, wystawiając na próbę. Może pośród tych znawców prawa i przedstawicieli gorliwych wykonawców nakazów byli synowie kobiet, którym przed chwilą przypomniałeś o odpowiedzialności wychowania do miłości.
Miałeś
prawo rzucić kamieniem w przywleczoną kobietę.
Może nawet
którymś z tych, o który teraz obiłeś swoją twarz.
Może
któryś z tych kamieni nierzuconych poranił
teraz Twoje nogi i pokaleczył ręce.
Możemy
wybrać prawo do kamienowania.
Możemy wybrać prawo do
kochania.
X
Oddzierali
szatę z Jego umęczonego, zmasakrowanego ciała,
na którym
wyryte były wszystkie brutalne fantazje przemocy oprawców.
Wielu
osłupiało na Jego widok:
Oto
Człowiek.
Stanął
nagi.
Może
z daleka słychać było płacz przerażonych widokiem Tego,
który
został tak nieludzko oszpecony,
że Jego wygląd i postać
przestały przypominać Człowieka.
Może dobiegały wulgarne
wyzwiska, ordynarne gesty,
gwizdy, śmiechy, cmoknięcia i
prostackie żarty.
I może podmuch wiatru uderzył w wysuszoną ziemię i cisnął proch w oczy nieprzyzwoicie wpatrujących się.
XI
Uderzenie.
Kolejne.
Słyszysz?
I może jeszcze jedno – dla pewności. Tak, jakby
ten niepodobny do człowieka miał zamiar uciec.
Jedna ręka, druga ręka, nogi.
I
wywyższenie.
Żeby mogli Cię zobaczyć wszyscy: nie tylko
stojący najbliżej, ale i ci patrzący z daleka, żeby nie
musieli wspinać się na drzewa, wykupywać wersji Premium,
subskrybować.
Wywyższają Cię jak bilbord z sensacyjnym
artykułem, oślepiającą reklamę na ekranie.
Niech patrzą
wszyscy: bogaci, biedni, przypadkowi, z najodleglejszych ziem i
najodleglejszych czasów.
Niech
patrzą.
Nagi, upokorzony, wyśmiany, niewysłuchany,
zwymyślany.
Jeśli mają Cię zapamiętać, to właśnie
takiego – bez dobra, łagodności, piękna ludzkich gestów, cudów,
miłości, dzieciństwa, ufności.
XII
Wisi
na krzyżu.
Na ścianie nad wejściem, na drzewie przy szlaku,
na szyi.
W domach, szkołach, urzędach, plebaniach,
klasztorach,
przy placu zabaw, na basenie, w sali gimnastycznej.
Wisi,
stając się świadkiem zbrodni – zbrodni największych:
Bóg
umiera w najmniejszych.
Wisi i umiera.
Na
krzyżach przypiętych do klap marynarek,
na krzyżach
wytatuowanych, pozłacanych, drewnianych, blaszanych,
na grubym
łańcuchu, na sznurku, wśród brylantów, misternych zdobień.
Można
z krzyża uczynić ozdobę, amulet.
Można nim wycierać usta,
całować na pokaz, na świadectwo prawdomówności.
A
jednak – w każdej formie, w każdym miejscu,
Bóg wciąż
wisi, wciąż umiera,
świadek ludzkiego bólu, świata pełnego
krzywd.
XIII
Matki
i ojcowie tracący dzieci.
Trzymający ich martwe ciała
–
martwe jeszcze za życia, pogrążone w ciemności depresji.
Śmierć ducha, która mogła znaleźć ukojenie jedynie w śmierci ciała.
Dzieci,
które do końca tak bardzo ukochały swoich rodziców,
że nie
wypowiedziały bólu, jakiego doznały.
Dzieci zmagające się
dniami, tygodniami, miesiącami, latami,
narażając się na
niezrozumienie.
Bo kochały, aż do samego końca.
Dzieci
niosące ciężar tajemnicy ludzkiej krzywdy,
dźwigające
nieswoje brzemię.
Dzieci, które w nieludzkich warunkach
zachowały miłość
do rodziców, rodzeństwa, dziadków, babć.
XIV
„Wydobędę
was z grobów, ludu mój.”
Z
grobu, w którym ktoś Cię zamknął, choć nie umarłeś.
Z
grobu, w którym się schroniłeś, bo żywi stali się śmiertelnie
niebezpieczni.
Z grobu, w którym tracisz poczucie dnia i nocy,
gdzie śpisz i płaczesz na przemian.
Z grobu, w którym cisza
wydaje się pocieszeniem,
bo słowa tych, którzy Cię pouczali,
były jak miecze, jak bicze, jak ciernie.
Pan
przyjdzie.
Siostro, Bracie Pan wydobędzie Cię z
grobu!
Siostro, Bracie, Pan tchnie życie w to, co zdawało się
martwe.
Siostro, Bracie, Pan uczyni z grobu bramę wolności i
nadziei.
***
Siostro, Bracie; gdziekolwiek dzisiaj stałeś na Drodze Krzyżowej ufam, że odnalazłeś tam prawdę o Miłości. Cokolwiek przeżyłeś, cokolwiek wydarzyło się na Twojej Drodze miej pewność: nic nie może Cię odłączyć od Miłości Boga. Miłość silniejsza jest niż śmierć.
Oprac. S. Scholastyka Iwańska
delegatka ds.
ochrony dzieci i młodzieży i odpowiedzialna za prewencję
w
Zgromadzeniu Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim,
siostra
towarzysząca Osobom Zranionym w telefonie wsparcia „Siostry dla
Skrzywdzonych”
Data wpisu: 2026-01-19