wtorek, 17 lutego 2026

Spotkanie modlitewne FZŚ - II sobota lutego 2026 r

 T                                                        knCh!

14 02 26

    Mszę św. o godz. 9 odprawił O.Łukasz. W czasie homilii usłyszeliśmy: dziś mamy św. Cyryla i Metodego, którzy przynieśli  Ewangelię poganom. Apostołowie zrozumieli, że wszyscy są ludem Bożym przeznaczonym ku temu, by słuchać Słowa Bożego. Nie było tego przekonania u Żydów. W IX wieku wyruszyli tam, gdzie Ewangelia nie była znana. Uskutecznili formę życia apostolskiego - pójście po dwóch. To był początek życia konsekrowanego w formie apostolskiej, gdzie bracia idą i głoszą.

Święci Cyryl (ok. 827–869) i Metody (ok. 815–885), bracia z Salonik, to bizantyjscy misjonarze i apostołowie Słowian, którzy w IX wieku chrystianizowali Morawy, Czechy i Panonię. Stworzyli głagolicę (podstawę cyrylicy) i wprowadzili język słowiański do liturgii, kładąc podwaliny pod kulturę i piśmiennictwo słowiańskie. W 1980 r. papież Jan Paweł II ogłosił ich współpatronami Europy. Wysiłek misyjny Kościoła jest okupowany krwią, zwłaszcza w XX wieku.

W czasie spotkania na salce konferencję.o Duchu św wygłosił brat kapucyn Piotr Kowalski. Usłyszeliśmy: św. Franciszek stawia Boga Ojca w centrum. Po to objawił się Jezus Chrystus, by zaświadczyć o Ojcu i byśmy zamieszkali w Domu Ojca. Franciszek pragnie wypełnić wolę Ojca. Franciszek podaje 3 sposoby by Duch św. mógł zadziałać - wewnętrzne oczyszczenie, oświecenie i wewnętrzne rozpalenie, które nazywa się inaczej - zjednoczeniem z Bogiem. Co to znaczy posiąść Ducha Pańskiego. - pomaga zrozumieć św. Franciszek. Posiąść to dać się przemienić - dać się podporządkować jego planom. Chrzest jest pierwszym momentem naszego oddania się Duchowi św. Uznajemy, że jesteśmy skażeni grzechem. Kto nie jest zrodzony z wody i Ducha św. - nie może wejść do królestwa niebieskiego - powiedział P Jezus. Małość Franciszka objawia się tym, że nie przypisuje sobie żadnych zasług. Spocznie na nich Duch św. - mówi św. Franciszek w liście do wiernych. Franciszek pragnie byśmy poznali Ojca. Miarą pokory jest uznanie, że Bóg mnie chce i mnie powołał. Przez oczyszczenie, oświecenie dochodzimy do zjednoczenia z Bogiem. Franciszek zapragnął iść do Saracenów, gdy widział ich niewiarę. Chciał przyprowadzić ich do wiary. Franciszek podkreślał jak ważne jest, by zapłonąć Duchem św. Rozważania Brata Piotra zakończyliśmy modlitwą.

W dyskusji po wykładzie zauważyliśmy, że podobną do Franciszkowej drogę do zjednoczenia z Bogiem proponowali inni święci jak np.św. Ignacy z Lojoli, św. Jan od krzyża, św. Arnold Jaansen.

Zwróciliśmy też uwagę na to, jak ważne jest w różnych wydarzeniach życiowych pytać Boga o radę, a drogą ku temu jest modlitwa wytrwała np. nowennowa. Rady ludzi są tym skuteczniejsze im bardziej żyją oni Bogiem - najlepsza rada jest zawsze ta -  od Boga.
20 II br o godz 18 rozpocznie się droga krzyżowa na krużgankach loretańskich. Jako FZŚ mamy w niej udział. Poniżej umieszczamy jej tekst.





Święto świętych Cyryla, mnicha, i Metodego, biskupa - patronów Europy

Kolor szat: biały

Rok A, II

V Tydzień zwykły

Pierwsze czytanie (Dz 13, 46-49)

Paweł i Barnaba powiedzieli do Żydów: „Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: «Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi»”.

Poganie słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju.

Psalm (Ps 117, 1-2)

Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki.

Idźcie i głoście światu Ewangelię

Aklamacja (Łk 4, 18)

Pan mnie posłał, abym ubogim głosił dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia (Łk 10, 1-9)

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.

Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.

Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.

W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę.

Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”.»


DROGA KRZYŻOWA  na 20 II 26


Jedni staną blisko Drogi – i tu pozostaną. Nie pójdą dalej. Nie tym razem. Dzisiaj tylko ten odcinek. Ta stacja.

Inni spojrzą z oddali, z bezpiecznej dla siebie odległości. Dzisiaj tylko tak mogą. Odległość nie jest miarą zaangażowania, współodczuwania. Odległość jest miarą gotowości do spotkania z bólem: swoim lub innego człowieka.

Dla kogoś wystarczające będzie to, co przeżył przy osądzeniu, biczowaniu, fałszywych świadectwach – i zatrzyma się. Tu chce Skazańca okryć swoją miłością. Tu chce opłakać swoją historię.

Ktoś inny będzie czekał na szczycie Kalwarii. Ma powód.

Ktoś ukradkiem dotknie Skazańca, ktoś otrze Jego twarz, ktoś pomoże unieść belkę, zapłacze, a ktoś ucieknie.

Gdziekolwiek dzisiaj staniesz na Jego Drodze – odnajdź tam prawdę o Miłości, o zdradzie, o krzywdzie, o człowieku, który potrafi zabić i potrafi przywrócić wiarę. Cokolwiek przeżywasz, cokolwiek wydarzy się na tej drodze miej pewność: nic nie może Cię odłączyć od Miłości Boga.

I

Wspólnota, spotkanie, posiłek, rozmowy, śpiewy, wzruszenia, modlitwa, przyjaciele. I wtedy…

Pocałunek

Gest miłości przeistoczony w zdradę.

Ktoś powie: to był tylko pocałunek, nic wielkiego.

Wszyscy widzieli, że to był niewinny pocałunek; nie w ukryciu, nie pokątnie. Na oczach wszystkich. Że akurat wtedy straż Go pojmała to zbieg okoliczności. To był tylko pocałunek…

Za tym pocałunkiem toczy się historia człowieka, który ostatecznie sam sobie odebrał prawo do miłosierdzia i do życia. I historia człowieka, którego niewinność stała się wyrokiem.

II

Wraz z nałożonym krzyżem przyoblekł się w samotność. Wśród tłumu, zgiełku, mijanych znajomych twarzy — był sam. Nikt nie mógł, i nadal nie może, poczuć tego, co On. Nikt, choćby znał wszystkie języki świata, posiadł całą mądrość i najczulszą wiedzę o człowieku, nie sięgnie bólu, który jak drzazga, jak cierń, jak gwóźdź przeszywa ciało, duszę i ducha…

Ból zamknięty w granicach Osoby.

Ilu cierpiących tyle definicji. I wszystkie do bólu prawdziwe.

III

Świątynia była przyozdobiona wspaniałymi kamieniami. Dumą ludu stał się Dom Boży, wzniesiony z tego, co najpiękniejsze, najszlachetniejsze, najlepiej oddające chwałę.

Marmury, mozaiki, witraże, wota, tablice pamiątkowe fundatorów, dostojnie urodzonych i z honorami pochowanych.

A jednak: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie pozostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.

Może właśnie przy upadku pod ciężarem krzyża, o te piękne i szlachetne kamienie – cząstki mozaik, marmurów i tablic – obijało się Twoje Święte Oblicze.

IV

Jak to Matka — najchętniej wzięłaby na siebie cały ból Syna.
Ale jej mieczem boleści jest 
towarzyszenie.
Nie poczuje i nie przeżyje tego, co On. Ani nie przeżyje tego za Niego.

Mistrzyni towarzyszenia nie karmi złudnymi pociechami:

Może Judasz zamiast pocałunku zdrady wyszeptał ci do ucha: uciekaj?
Może to tylko sen — a za chwilę ockniesz się na łodzi miotanej przez burzę,
przejdziesz po falach i dotrzesz na spokojny brzeg…”

Mistrzyni towarzyszenia nie ucieka się do obarczania winą, nie mówi:

Może trzeba było inaczej mówić z Herodem…
Może łagodniej rozmawiać z Piłatem…
Po co tyle tych cudów, po co głośne mówienie prawdy, która raniła ich pychę?
Synku, czy naprawdę musiałeś?”

Mistrzyni towarzyszenia nie zna sztuczek, które miałyby sprawić, że ból zniknie — zna coś znacznie większego: wierność obecności.

Maryjo, mistrzyni towarzyszenia naucz nas być.

V

Może Szymon od lat modlił się: Panie, daj mi okazję, a pokażę Ci, jak bardzo Cię miłuję. Panie, Ty jesteś moim Bogiem, Panem Jedynym. Kocham Cię, Panie  całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił.

Może Szymon od lat marzył, by uczestniczyć w czymś naprawdę wielkim. By w monotonię jego szarych, zwyczajnych dni wdarł się blask, odrobina koloru.

Czy mógł przypuszczać, że tym kolorem okaże się czerwień krwi Skazańca?

Czy mógł przypuszczać, że Bóg nie olśni go swoją świętością, lecz rozszerzy jego źrenice własnym niepodobieństwem do człowieka? I że pójdzie ramię w ramię z Wszechmogącym, obarczonym naszym cierpieniem, że z Nim będzie dźwigał ludzkie boleści.

Panie, jeśli dasz mi okazję Kochania Ciebie w bliźnich, daj mi również serce i oczy otwarte i siłę, by umieć być.

VI

Kobieta podbiegła i przypomniała wszystkim, że masz twarz, że jesteś człowiekiem – nie dzikim zwierzęciem, które pogania się kopniakami i chłosta słowami, by przepędzić jak intruza z uporządkowanego świata, w którym psujesz atmosferę.

Ona ociera Twoją twarz, jakby tym gestem chciała wykrzyczeć: TO JEST CZŁOWIEK! Ludzie, patrzcie – Oto Człowiek!

Pod warstwami przyklejonych ocen, potwierdzonych pieczęcią diagnoz, obiegowych opinii, wyroków poświadczonych przez znawców i ekspertów jest Człowiek.

VII

Nie zamieniłeś kamieni w chleb.

Nie zamieniłeś kamieni w miękki puch, by przy upadku nie obić swojej Twarzy.

Nie wydzierasz serc kamiennych z piersi oprawców, by gwałtem przemienić je w serca z ciała.

Nie nawracasz przemocą ani obietnicą udziału w elicie wybranych, wtajemniczonych, samozwańczych mesjaszów. Zmiana dokonuje się tylko w wolności – w zgodzie na to, że kto naprawdę pragnie serca nowego, serca z ciała: wrażliwego i czującego – ten pragnie serca, które przeszywają miecze boleści na widok cierpienia bliźniego. Kto pragnie serca nowego, serca z ciała – pragnie serca przebitego włócznią, zdolnego kochać aż do końca.

VIII

Przy drodze stoją zatroskani. Przeniknięci smutkiem. Płaczą.
Zauważyłeś te kobiety – owinięte w żal tak szczelnie, tak ograniczająco, że straciły z oczu to, co najbliższe. Tych, którzy są najbliżej.

Może to właśnie ich synowie i córki najgłośniej wołali: „Na krzyż z nim!”
Może to ich pobożne córki i synowie krzyczeli: „On bluźni!”
Może to ich gorliwe córki i synowie, wiernie zachowując prawo, nie zauważyli Człowieka.

Jak płakać nad dramatem wojny, jeśli wcześniej nie opłakiwało się dramatów podwórkowych: zabaw w nienawiść, wojenek na kije i kamienie, okrzyków podziału na „my”, „nasze” i „obce”?
Jak płakać nad Sprawiedliwym, gdy cierpienie bliźnich nazywane jest fanaberią, przesadą, chorą wyobraźnią?

Płaczmy nad sobą, nad naszymi bliskimi, abyśmy tocząc codzienne małe wojny z „Innymi” i „obcymi”  nie zabili Boga.

IX

Przyprowadzili kobietę. W Prawie Mojżesza nakazano takie kamienować. Tak mówili, wystawiając na próbę. Może pośród tych znawców prawa i przedstawicieli gorliwych wykonawców nakazów byli synowie kobiet, którym przed chwilą przypomniałeś o odpowiedzialności wychowania do miłości.

Miałeś prawo rzucić kamieniem w przywleczoną kobietę.
Może nawet którymś z tych, o który teraz obiłeś swoją twarz.
Może któryś z tych kamieni 
nierzuconych poranił teraz Twoje nogi i pokaleczył ręce.

Możemy wybrać prawo do kamienowania.
Możemy wybrać prawo do kochania.

X

Oddzierali szatę z Jego umęczonego, zmasakrowanego ciała,
na którym wyryte były wszystkie brutalne fantazje przemocy oprawców.
Wielu osłupiało na Jego widok:

Oto Człowiek.
Stanął nagi.

Może z daleka słychać było płacz przerażonych widokiem Tego,
który został tak nieludzko oszpecony,
że Jego wygląd i postać przestały przypominać Człowieka.
Może dobiegały wulgarne wyzwiska, ordynarne gesty,
gwizdy, śmiechy, cmoknięcia i prostackie żarty.

I może podmuch wiatru uderzył w wysuszoną ziemię i cisnął proch w oczy nieprzyzwoicie wpatrujących się.

XI

Uderzenie.
Kolejne. Słyszysz?
I może jeszcze jedno – dla pewności. Tak, jakby ten niepodobny do człowieka miał zamiar uciec.

Jedna ręka, druga ręka, nogi.

I wywyższenie.
Żeby mogli Cię zobaczyć wszyscy: nie tylko stojący najbliżej, ale i ci patrzący z daleka, żeby nie musieli wspinać się na drzewa, wykupywać wersji Premium, subskrybować.
Wywyższają Cię jak bilbord z sensacyjnym artykułem, oślepiającą reklamę na ekranie.
Niech patrzą wszyscy: bogaci, biedni, przypadkowi, z najodleglejszych ziem i najodleglejszych czasów.

Niech patrzą.
Nagi, upokorzony, wyśmiany, niewysłuchany, zwymyślany.
Jeśli mają Cię zapamiętać, to właśnie takiego – bez dobra, łagodności, piękna ludzkich gestów, cudów, miłości, dzieciństwa, ufności.

XII

Wisi na krzyżu.
Na ścianie nad wejściem, na drzewie przy szlaku, na szyi.
W domach, szkołach, urzędach, plebaniach, klasztorach,
przy placu zabaw, na basenie, w sali gimnastycznej.

Wisi, stając się świadkiem zbrodni – zbrodni największych:
Bóg umiera w najmniejszych.
Wisi i umiera.

Na krzyżach przypiętych do klap marynarek,
na krzyżach wytatuowanych, pozłacanych, drewnianych, blaszanych,
na grubym łańcuchu, na sznurku, wśród brylantów, misternych zdobień.

Można z krzyża uczynić ozdobę, amulet.
Można nim wycierać usta, całować na pokaz, na świadectwo prawdomówności.

A jednak – w każdej formie, w każdym miejscu,
Bóg wciąż wisi, wciąż umiera,
świadek ludzkiego bólu, świata pełnego krzywd.

XIII

Matki i ojcowie tracący dzieci.
Trzymający ich martwe ciała –
martwe jeszcze za życia, pogrążone w ciemności depresji.

Śmierć ducha, która mogła znaleźć ukojenie jedynie w śmierci ciała.

Dzieci, które do końca tak bardzo ukochały swoich rodziców,
że nie wypowiedziały bólu, jakiego doznały.
Dzieci zmagające się dniami, tygodniami, miesiącami, latami,
narażając się na niezrozumienie.
Bo kochały, aż do samego końca.

Dzieci niosące ciężar tajemnicy ludzkiej krzywdy,
dźwigające nieswoje brzemię.
Dzieci, które w nieludzkich warunkach zachowały miłość
do rodziców, rodzeństwa, dziadków, babć.

XIV

Wydobędę was z grobów, ludu mój.”
Z grobu, w którym ktoś Cię zamknął, choć nie umarłeś.
Z grobu, w którym się schroniłeś, bo żywi stali się śmiertelnie niebezpieczni.
Z grobu, w którym tracisz poczucie dnia i nocy, gdzie śpisz i płaczesz na przemian.
Z grobu, w którym cisza wydaje się pocieszeniem,
bo słowa tych, którzy Cię pouczali, były jak miecze, jak bicze, jak ciernie.

Pan przyjdzie.
Siostro, Bracie Pan wydobędzie Cię z grobu!
Siostro, Bracie, Pan tchnie życie w to, co zdawało się martwe.
Siostro, Bracie, Pan uczyni z grobu bramę wolności i nadziei.

***

Siostro, Bracie; gdziekolwiek dzisiaj stałeś na Drodze Krzyżowej ufam, że odnalazłeś tam prawdę o Miłości. Cokolwiek przeżyłeś, cokolwiek wydarzyło się na Twojej Drodze miej pewność: nic nie może Cię odłączyć od Miłości Boga. Miłość silniejsza jest niż śmierć.

Oprac. S. Scholastyka Iwańska

delegatka ds. ochrony dzieci i młodzieży i odpowiedzialna za prewencję
w Zgromadzeniu Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim,
siostra towarzysząca Osobom Zranionym w telefonie wsparcia „Siostry dla Skrzywdzonych”

Data wpisu: 2026-01-19


 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz